Wywiad z Kas'em

Jak doszło do Pana wyjazdu do Belgii?
Kas: Zaczęło się na festiwalu w Sierre w 1988 roku, gdzie z inicjatywy Grzegorza Rosińskiego zaproszono grupę polskich twórców komiksowych, m. in. Tadeusza Baranowskiego, Bogusława Polcha, Jerzego Skarżyńskiego i mnie. Zaprzyjaźniłem się z Rosińskim, a on, widząc, że mój styl jest trochę zbliżony do jego, zaproponował mi przejęcie serii "Yans". Wiedział, że gdy "Thorgal" zaczyna zdobywać wielką popularność, nie da rady sam ciągnąć dwóch takich serii. Propozycja była nęcąca, odwiedziłem więc Rosińskiego w Brukseli i na życzenie wydawcy razem narysowaliśmy album piąty. Został on zaakceptowany, więc rozpocząłem pracę nad kolejną częścią - już w Polsce. Musiałem jednak przesyłać plansze komiksowe pocztą, co było niepełnym rozwiązaniem, więc zdecydowałem się osiedlić na "jakiś czas" w Brukseli... i trwa to już 6 lat.

Jak przyjęto nowe odcinki przygód "Yansa"?
Kas: Bardzo się o to bałem, ale pomogło to, że nazwisko Rosińskiego pozostało na okładce. Recenzje w prasie francuskiej i belgijskiej były bardzo przychylne - kiedy otrzymałem wycinki z gazet, przeżyłem jedną z najwspanialszych chwil w moim życiu. Rezultaty sprzedaży były też obiecujące, ale dopiero teraz, po dziewiątym albumie, mogę powiedzieć, że seria wyszła na prostą.

Czy możemy liczyć na kolejne odcinki "Yansa" po polsku?
Kas: Po dwóch wizytach w kraju robię sobie coraz poważniejsze nadzieje na to, że "Yans" w Polsce będzie kontynuowany. Są takie pomysły, ale na razie nie mogę powiedzieć nic więcej.

Jak się nauczyć rysowania komiksów? Co radziłby Pan czytelnikowi naszego pisma?
Kas: Swego czasu ukazała się u nas książka "Sztuka komiksu" Krzysztofa Teodora Toeplitza. Stanowi ona dobre źródło informacji, choć nie wyczerpuje tematu. Są też dobre opracowania Jerzego Szyłaka. Nie ma w Polsce takiej szkoły dla rysowników komiksowych, jaka istnieje w Belgii, ale tym bym się nie przejmował, bo takie placówki zawężają horyzonty, w przeciwieństwie do Akademii Sztuk Pięknych. Oczywiście bywa różnie. W latach 70., kiedy sam studiowałem na ASP, podjąłem współpracę z "Relaksem". Do tego momentu byłem cenionym studentem, ale zaraz potem zaczęto tępić u mnie "niezdrowe skłonności" komiksowe.

Co sądzi Pan o obecnym rynku komiksowym?
Kas: Pomimo sytuacji, jaka na nim panuje, nie sądzę, żeby Polacy cierpieli na jakąś alergię na komiks. Wśród młodych polskich rysowników widzę co najmniej kilka nazwisk godnych zauważenia. Choćby Truściński, Ozga - jestem zaskoczony dojrzałością ich talentów. Zgadzam się jednak z opinią, że od strony scenariuszy nie możemy wciąż wyjść z undergroundu - są one zbyt hermetyczne, pisane dla wąskiego gron odbiorców. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że kiedy na Zachodzie gatunek przeżywał największy rozkwit i awansował do miana dziewiątej sztuki, u nas powstała olbrzymia czarna dziura. Chętnie się wybiorę z czytelnikami "Świata Komiksu" na chwytanie straconego czasu. Mam nadzieję, ze uda się to dzięki temu magazynowi.


Warszawskie Targi Książki 1998, maj. Rozmawiał Bartek Chaciński ("Świat Komiksu" 4, sierpień 1998)
 

drukuj