75 lat i wciąż świetnie się trzyma!

75 lat i wciąż świetnie się trzyma!

Kiedy przy jakiejkolwiek okazji pada hasło „superbohater”, zawsze dwa pierwsze przykłady, jakie przychodzą ludziom do głowy, to Superman i Batman. Faktycznie – to najpopularniejsi superbohaterowie, ale także najstarsi. Supermanowi trzeba przyznać pierwszeństwo z racji wieku (jest o rok starszy), ale to Batman z dzisiejszej perspektywy jest postacią znacznie bardziej wielowymiarową i z ciekawszym dorobkiem.

Zwykły niezwykły

Może trudno w to uwierzyć, ale człowiek nietoperz w tym roku obchodzi swoje 75. urodziny. Jego przygody zaczęły się ukazywać jeszcze przed wybuchem II wojny światowej – w maju 1939 r. Od tego czasu nie było miesiąca bez przynajmniej jednego komiksu z Batmanem, a zdarzały się takie, podczas których występował w kilkunastu tytułach równocześnie. Oficjalnie twórcą tej postaci jest rysownik Bob Kane, który z jednej strony chciał stworzyć przeciwieństwo Supermana (kosmity z supermocami), a z drugiej inspirował się rozmaitymi dziełami sztuki i kultury, łącznie ze szkicami Leonarda da Vinci. Dziś coraz częściej mówi się o scenarzyście Billu Fingerze jako o równorzędnym twórcy odpowiadającym za kreację tej postaci, przez lata pomijanym na liście twórców i redaktorów.
Przez dekady ukazywania się komiksu postać Batmana wielokrotnie odmładzano (inaczej musiałby mieć przecież już ponad sto lat), ale podstawy pozostały te same. Oto zwykły śmiertelnik, acz genialny detektyw i wynalazca Bruce Wayne, który, osierocony w dzieciństwie podczas napadu rabunkowego, odziedziczył wielki majątek i poprzysiągł walkę ze zbrodnią. Na co dzień udając biznesmena i playboya, nocami wkłada mroczny kostium z peleryną i maską zasłaniającą twarz i jest postrachem przestępców w Gotham, wielkiej metropolii wzorowanej na Nowym Jorku.
Jak to w superbohaterskich komiksach bywa, Batman szybko dorobił się grona swych wrogów, arcyprzestępców, których wielokrotnie łapał (Batman nie zabija) i odstawiał do więzienia – zwykle do zakładu dla umysłowo chorych przestępców Azyl Arkham – a oni stamtąd uciekali, by ponownie zostać pochwyceni. Do najsłynniejszych należą Joker, Pingwin, Two-Face, Riddler czy Catwoman, choć ta ostatnia nieraz pomagała Batmanowi, a w niektórych wersjach jego przygód stawała się partnerką życiową Bruce'a Wayne'a, a nawet matką jego dziecka.

Batmanów było wielu

Batman to nie jedna długa, skomplikowana, ale liniowa opowieść, jak w "Modzie na sukces". Owszem, jest pewna ciągłość historii opowiadanej w głównych seriach komiksowych z tym bohaterem – od dekad to przede wszystkim dwa tytuły: Batman i Detective Comics (to właśnie w 27. numerze tego drugiego 75 lat temu Batman pojawił się po raz pierwszy). Zmieniał się jej nastrój i klimat – w latach 60. było w niej więcej science fiction, w latach 80. zaś było bardziej mrocznie i kryminalnie, czasem zdarzały się wielkie restarty – uwspółcześniano realia świata, ale mimo to zachowywano spójność. Tymczasem obok tej fabuły można znaleźć również dziesiątki innych, w których ten sam Mroczny Rycerz (Dark Knight to jeden z synonimów, jakich przez dekady dorobił się człowiek nietoperz) pojawia się w zupełnie innych światach. Kilkadziesiąt lat temu wynikało to po prostu z metody pracy wydawnictwa DC, w których ukazują się komiksy z Batmanem. Zamiast jednego spójnego świata, w którym istnieli wszyscy superbohaterowie tego wydawnictwa (m.in. Batman, Superman, Green Lantern, Wonder Woman, Flash), tych światów było kilka czy kilkanaście. Były nawet ponumerowane – Ziemia 1, Ziemia 2, Ziemia 3, itp. Z czasem to wszystko uproszczono, ale idea alternatywnych przygód Batmana pozostała i komiksy tego typu nazywane są dziś „elseworldami”. Najsłynniejszy to Powrót Mrocznego Rycerza Franka Millera, w którym starzejący się Batman musi raz jeszcze stawić czoła obłędowi Jokera, ale istnieją jeszcze dziesiątki tego rodzaju tytułów, w których nieraz Bruce Wayne i jego alter ego mierzą się z postaciami znanymi skądinąd z literatury czy filmu np. Draculą, Predatorami czy Kubą Rozpruwaczem. Okazało się, że Batman to postać tak uniwersalna, że równie dobrze sprawdza się w futurystycznych scenografiach, wiktoriańskiej Anglii czy mrocznym horrorze.

Na ekranie

Na pierwsze przeniesienie przygód Bruce'a Wayne'a na duży ekran jego fani nie czekali długo. Już cztery lata po premierze komiksu w 1943 r. Batman i jego nastoletni pomocnik Robin walczyli w piętnastoodcinkowym serialu na ekranie z japońskimi szpiegami – w końcu trwała jeszcze II wojna światowa. Pierwszym pełnometrażowym filmem z przygodami Mrocznego Rycerza był Batman z 1966 r. – film rozwijający wątki z nadzwyczaj popularnego serialu telewizyjnego, w którym w postać Bruce'a Wayne'a wcielił się Adam West. Potem był już słynny film Tima Burtona z 1989 r. (o dokładnie tym samym tytule) z Michaelem Keatonem i Jackiem Nicholsonem jako Jokerem. Od niego tak naprawdę należy liczyć nowoczesne ekranowe wcielenia Batmana. Jego następstwem są nie tylko trzy kontynuacje, ale również sporo seriali animowanych i animowanych filmów pełnometrażowych oraz już XXI-wieczna fabularna trylogia w reż. Christophera Nolana.



Dziś, z perspektywy tych 75 lat, Batman ma się świetnie. Jego bieżące komiksowe przygody są kołem zamachowym wydawnictwa DC. Pomimo setek innych superbohaterów, którzy pojawili się w późniejszych latach, wciąż jest ikoną tego gatunku. W tym roku pojawił się w kinach w filmie Lego. Przygoda, trwają też prace nad jego kolejnym fabularnym wcieleniem (tym razem postać Batmana ma zagrać Ben Affleck).



Siedemdziesięciopięcioletni Batman jest wciąż na fali i nic nie wskazuje na to, by miał się kiedykolwiek z nami żegnać.

Kamil Śmiałkowski

drukuj