Superbohater się nie starzeje

Historie o Batmanie, który się zestarzał, powstawały już przed „Powrotem Mrocznego Rycerza”: spokojnie przechodził na emeryturę, a jego miejsce zajmował Robin, by kontynuować walkę z przestępcami. Były to przesłodzone historie z nieskazitelnymi, jednowymiarowymi bohaterami, które zawsze szczęśliwie się kończyły. Aż w końcu przyszedł Frank Miller i stworzył opowieść, która zmieniła oblicze amerykańskiego komiksu.
Miller wziął na warsztat superbohaterów z całą ich przeszłością i historią, a mimo to pokazał, że komiksy z herosami nie muszą być prostą, niewyszukaną rozrywką. Ze starych, wytartych schematów stworzył nową jakość, dlatego też doczekał się wielu naśladowców.
Dobrym przykładem zmian jakościowych, jakich dokonał Miller, jest w „Powrocie” scena śmierci rodziców Bruce`a. Ogólny zarys sytuacji pozostaje taki sam jak w „tradycyji batmanowskiej”: szczęśliwa rodzina wychodzi z kina po obejrzeniu „Maski Zorro”, po czym zostaje napadnięta przez ulicznych rzezimieszków. Młody Bruce patrzy na śmierć swoich rodziców. Miller dodał tylko jeden drobny szczegół, który jednak kapitalnie stworzył klimat straszliwego wspomnienia – przestępca zrywa sznur pereł z szyi pani Wayne. Ta scena weszła do kanonu komiksu i była kopiowana przez innych twórców niezliczoną ilość razy.
Miller obalił schematy, które do tej pory rządziły komiksami o superbohaterach. U niego herosi nie są już ulubieńcami Ameryki, zaś większość z nich odeszła ze świata ludzi, część zginęła, inni przeszli na emeryturę. Tylko Superman pracuje dla rządu – jest facetem od brudnej roboty. W efekcie powrót Batmana nie wywołuje entuzjazmu społeczeństwa, w świecie zdominowanym przez telewizję okazuje się postacią niemedialną. Przedstawia się go jako szaleńca bijącego dzieci – choć w rzeczywistości walczy z gangiem Mutantów.
W ogóle wszyscy superbohaterowie Millera przestają być tacy „super”: starzeją się, chorują, a na dodatek – można ich pokonać i całkowicie zniszczyć...
Złoczyńcy również nie przypominają facetów pokroju dobrotliwego Jokera. To prawdziwi zwyrodnialcy, którzy zabijają ludzi bez cienia wahania. Ich nieludzkie metody wymuszają na Batmanie podjęcie równie radykalnych środków. Jego brutalność wywołuje publiczną debatę, w trakcie której zostaje postawione pytanie, jaki jest sens istnienia stojących ponad prawem zamaskowanych mścicieli.
Miller pokazuje również obraz amerykańskiego społeczeństwa, jakim sam je widzi. Społeczeństwa, w którym nie liczą się żadne wartości, a życie podporządkowane jest wszechobecnej telewizji, która kształtuje rzeczywistość. Ludzie, niezdolni do samodzielnego myślenia, bezkrytycznie przyjmują telewizyjną papkę.
„Powrót Mrocznego Rycerza” wyznaczył też nowoczesne metody opowiadania obrazem. Miller jako jeden z pierwszych zastosował „narrację telewizyjną” – dymki z „mówiącymi głowami” mają kształt ekranu. Zamiast umieszczać tekst w ramkach, Miller pozwala wygłaszać kwestie ludziom. Artysta umiejętnie przeplata strony z tekstem planszami wypełnionymi akcją. Często są to całostronicowe panele przedstawiające Batmana i Robin. Dzięki temu komiks ogląda się jak film.
Tym komiksem Miller zakończył erę superbohaterów biegających w kolorowych trykotach i dostarczających masom łatwej rozrywki. Wprowadził komiks amerykański na nową drogę. Przyciągnął uwagę dojrzałego czytelnika, który szukał w historyjkach obrazkowych czegoś więcej. Stworzył komiks autorski, nie szukający prostych dróg czystej komercji. Dzięki niemu mogli potem zaistnieć na rynku scenarzyści, którym zależało na pogłębieniu sztuki komiksowej, m. in. Neil Gaiman czy Garth Ennis. „Powrót” to kamień milowy w historii komiksu amerykańskiego i w historii komiksu w ogóle.

 

drukuj