Wywiad z Autorem

WYWIAD Z JANUSZEM CHRISTĄ

Na jakich komiksach pan się wychował?
Janusz Christa: Przed wojną wydawane mnóstwo komiksów polskich. Drukowano m. in. "Karuzelę", którą lubiłem najbardziej, poza tym "Tarzana", "Pata i Pataszona".

Kiedy pan zaczął rysować?
Janusz Christa: Rysowałem od zawsze. Bez przerwy gryzmoliłem coś we wszystkich zeszytach. Nauczyciele najpierw zwracali mi uwagę, a potem już dali spokój, bo zrozumieli, że jest to silniejsze ode mnie.

Dlaczego w ogóle zajął się pan komiksem?
Janusz Christa: Według komunistów komiks był synonimem zgniłej, zachodniej kultury, jednym słowem coś najgorszego, tak samo zresztą jak guma do żucia, długie włosy czy kolorowe skarpetki.

A więc rysowanie komiksów było dla pana swoistą formą politycznego protestu?
Janusz Christa: Otóż to!

Jakie były początki Kajtka i Koka?
Janusz Christa: Poszedłem do "Wieczoru Wybrzeża", który był wydawany codziennie. Gazeta nie dostawała dotacji i musiała sama na siebie zarobić. Musiała przykuwać oko, więc zdecydowała się na publikacje komiksów. Pierwsze rysunki, które im zaniosłem, to była historia kowbojska. Niestety, Komitet Wojewódzki PZPR nie zgodził się na zamieszczenie komiksu, którego akcja rozgrywałaby się w Ameryce, więc poproszono mnie o wymyślenie czegoś, co miałoby związek z Wybrzeżem. Wtedy postanowiłem stworzyć historię o dwóch marynarzach. Nigdy nie pływałem na statkach pasażerskich, więc nie wiedziałem jak je rysować. Poprosiłem kolegę, zawodowego fotografika, aby poszedł ze mną do Muzeum Morskiego w Gdańsku. Tam wykonał około pięćdziesięciu fotografii jednego okrętu, które stały się potem cennym materiałem wyjściowym do rysowania "Kakaryki". Najpierw powstał Kajtek-Majtek, ale brakowało mu towarzystwa, więc dla kontrastu wymyśliłem Koka-grubasa.

Jak doszło do przemiany marynarzy Kajtka i Koka w rycerzy Kajka i Kokosza?
Janusz Christa: Po prostu wyczerpałem temat morski. Wtedy właśnie wysłałem obu bohaterów w kosmos i w tym kosmosie siedzieli około trzech lat. Kiedy mi się już znudziło, wpadłem na pomysł umieszczenia akcji we wczesnym średniowieczu, ale by uniknąć kłopotów, wybrałem okres przedchrześcijański.

Jak wspomina pan kontakty z czytelnikami?
Janusz Christa: Bardzo miło, ale musze stwierdzić, że dzieci są bardzo spostrzegawcze. We wnętrzu chaty Kajka i Kokosza znajdował się kominek, nad którym wisiał łeb dzika. W innym albumie zamiast dzika narysowałem w tym miejscu żubra. Czytelnicy zauważali tego typu zmiany i pisali do mnie listy z pretensjami. Takich sytuacji było wiele, więc przygotowałem ściągę - gruby album z rysunkami wnętrz i wszystkich postaci, do którego później wystarczyło tylko zajrzeć.

Czy ma pan swoich ulubionych bohaterów komiksowych?
Janusz Christa: Bardzo lubię Asteriksa i Lucky Lucke`a. W ogóle cenię prace Goscinnego.

Czy oprócz komiksu ma pan jakieś inne hobby?
Janusz Christa: Miałem zespół rock and rollowy, w którym nieźle grałem na perkusji. Nawet w pewnym momencie swoją karierę miałem oprzeć na muzyce, chociaż nigdy żadnej szkoły muzycznej nie kończyłem. Ale przede wszystkim zawsze byłem pasjonatem żeglarstwa.

Czy mógłby pan udzielić młodym adeptom sztuki komiksowej paru rad doświadczonego wyjadacza?
Janusz Christa: Trzeba gryzmolić, gryzmolić - bez przerwy. Jeśli ktoś uważa, że ma talent, to jest to za mało. Żeby dobrze rysować komiksy, wystarczy tylko pięć procent talentu. Pozostałe dziewięćdziesiąt pięć to praca.


Wywiad przeprowadziła Ksenia Chamerska ("Świat Komiksu" 9, styczeń 1999)
 

drukuj