Funky Koval żyje !

Prawie dwadzieścia lat minęło od ukazania się pierwszego odcinka komiksu o Funkym Kovalu na łamach "Fantastyki"; ponad dziesięć od zakończenia albumowej edycji całej trylogii w miesięczniku "Komiks". Od tamtych czasów minęła w dziejach polskiego komiksu - i naszego kraju - cała epoka. Ale mimo tych wszystkich, tak przecież ogromnych zmian, komiks Macieja Parowskiego, Jacka Rodka i Bogusława Polcha nadal cieszy się renomą dzieła kultowego. Wychowało się na nim całe pokolenie polskich fanów. Do dzisiaj trudno wskazać w naszym komiksowym dorobku dzieło fantastyczne mogące z nim konkurować. Panie i panowie, Funky Koval - żywa legenda polskiego komiksu - powraca!

Miesięcznik "Fantastyka" pojawił się na rynku w 1981 r., w szczególnym momencie, stając się zwiastunem i przez pewien czas głównym motorem zmian w polskiej literaturze popularnej. W formule pisma znalazło się miejsce także dla komiksu, który po zamknięciu magazynu "Relax" żegnał właśnie złote (czy raczej pozłacane) lata siedemdziesiąte. Po dość niezdecydowanych początkach, do pracy nad komiksem zabrali się dwaj członkowie redakcji "Fantastyki": zastępca redaktora naczelnego Jacek Rodek i kierownik działu prozy polskiej, Maciej Parowski, obaj dobrze obeznani z komiksem jako czytelnicy, ale bez jakiejkolwiek praktyki scenopisarskiej. Na szczęście świeżo upieczony tandem twórców rozpoczął współpracę z zawodowcem, Bogusławem Polchem, znanym z rysunków do serii o kapitanie Żbiku. Grafik wybił scenarzystom z głowy pomysł, by nazwać bohatera "Punky Rock" i zadbał, by scenariusz przybrał odpowiednią do realizacji formę. Tak oto, począwszy od listopada 1982 r., co miesiąc ukazywał się w "Fantastyce" czterostronicowy odcinek przygód zadziornego kosmicznego detektywa o swojskim nazwisku Koval. Idea serii zamkniętych fabularnie epizodów szybko ustąpiła miejsca bardziej ambitnemu pomysłowi stworzenia dużej, "pełnometrażowej" opowieści o skomplikowanej intrydze i dynamicznej akcji. Mimo początkowego zróżnicowania opinii czytelników pisma, nowy komiks stał się przebojem, a odbiorcy zaczęli się domagać kontynuacji. Przyszedł na nią czas w 1985 roku, zaś w 1991/92 r. powstał trzeci i ostatni jak dotąd epizod cyklu. Towarzyszyły mu zapowiedzi dalszych części: albumu "zerowego" oraz IV i V, wieńczących serię. Później jednak dla polskiego rynku komiksowego nastał czas kryzysu, losy autorów poprowadziły ich w różne strony i owo dopełnienie cyklu do dziś pozostaje w sferze planów autorów i marzeń czytelników.

Co w tamtych czasach zadecydowało o powodzeniu komiksów o Funkym Kovalu? Co dziś pozwala nam do nich z przyjemnością wrócić? Wówczas była to zupełnie nowa formuła komiksu. Coś, czego dotąd w Polsce nikt nie spróbował: duża, pełna akcji, precyzyjnie wymyślona opowieść, kompletnie wyzbyta owych nieszczęsnych socrealistycznych serwitutów, jakich pełno było w dotychczasowych produkcjach komiksowych. Żadnej deklaratywnej dydaktyki, żadnego udowadniania wyższości naszego ustroju, żadnych ukłonów w stronę potężnych "przyjaciół". Zamiast tego dostaliśmy prawdziwy komiks akcji, oparty na najlepszych wzorcach, gdzie jedno wydarzenie goni drugie, zaś postacie nie tylko bez wahania działają, ale i przy okazji nie zapominają języka w gębie. Jest tu więc i szybka akcja, i ostry, cięty dialog, i niezbędna w takich komiksach domieszka humoru, i wreszcie tak ważna dla miłośników fantastyki, do najdrobniejszych szczegółów dopracowana warstwa "ikonograficzna". Bogusław Polch - autor pamiętnego "Spotkania" (scen. Ryszard Siwanowicz), otwierającego pierwszy numer "Relaksu" - potwierdził komiksami o Funkym, że jak nikt inny czuje "twardą" science fiction, a wymyślanie i rysowanie pojazdów kosmicznych, miast przyszłości i wszelkiego rodzaju futurystycznych gadżetów sprawia mu wyraźną przyjemność. W przyjętej w serialu konwencji znalazło też ujście zamiłowanie rysownika do szczegółu, które sprawiło, że kadry komiksów o Funkym to dla uważnych czytelników kopalnia tropów, motywów i aluzji wizualnych. A przecież, mimo tak nasyconej drobiazgami materii graficznej, "Funky Koval" jest wzorem klarowności i czytelności akcji.

Atutem komiksu jest też postać głównego bohatera - byłego gwiezdnego pilota wojskowego, który rozpoczyna cywilną karierę jako członek dużej agencji detektywistycznej Universs, by w jej szeregach wziąć udział w kosmicznej rozróbie z udziałem dwu obcych ras i ziemskich krętaczy. Funky łączy w sobie gwałtowność charakteru i chęć bezpośredniego działania (nawet na przekór ogólnie przyjętym zasadom) z wrodzonym sprytem i taktycznymi talentami, co czyni go szczególnie niebezpiecznym przeciwnikiem. Bohater należy przy tym do sympatycznego, zgranego zespołu, który wspiera go podczas wszelkich, nawet tych niezbyt legalnych akcji. Autorzy scenariusza nie odmówili sobie przyjemności umieszczenia siebie i innych członków redakcji "Fantastyki" w rolach detektywów Universsu. Zadbano także o życie uczuciowe i erotyczne bohatera, każąc mu wybierać między słodziutką Miss Universum - Lilly - a zadziorną koleżanką po fachu, Brendą. Zaś rozmiary afery, jaką Funky rozwiązuje, pozwalają pokazać mechanizmy działania władzy, mediów i wielkich korporacji o nie zawsze czystych intencjach. Komiks Rodka, Parowskiego i Polcha pozwolił im wypowiadać się także na temat ich i naszej ówczesnej rzeczywistości, w której działo się wiele i nie zawsze najlepiej: czytelnicy z lat osiemdziesiątych bezbłędnie odczytywali w komiksowych wydarzeniach aluzje i odwołania do stanu wojennego, represji, jawnej arogancji oficjalnych mediów (powszechnie znienawidzony dziennikarz Fanner z komiksu był wyraźnym portretem Jerzego Urbana, ówczesnego rzecznika rządu), potem czasów Okrągłego Stołu czy "wojny na górze". A przecież aluzje te stanowiły tylko jeden z poziomów odczytania komiksu, który poza tym potrafił być i dobrze skomponowaną space operą, i ostrym thrillerem detektywistycznym, i świetną political fiction. I pozostaje nimi nadal, o czym łatwo się przekonać, czytając go dzisiaj.

Wojciech Birek ("Świat Komiksu" 29, wrzesień 2002)

drukuj