Titeuf i inni. „Nowa Fala” komiksu dziecięcego.

Titeuf i inni. „Nowa Fala” komiksu dziecięcego.
 
            Komiks francuski przeżywa klęskę urodzaju. Rosnąca z roku na rok liczba publikacji osiągnęła już taki pułap, że ich ekspozycja i sprzedaż przerosła możliwości księgarni specjalistycznych, a lektura wszystkich mogłaby z powodzeniem wypełnić zapalonemu czytelnikowi okrągły rok, z czasem na spanie i jedzenie włącznie. Taki wyczyn jest oczywiście niemożliwy (chyba, że ktoś chce ustanowić rekord Guinessa), ale już sam fakt „nadprodukcji” komiksów wskazuje, że w krajach francuskojęzycznych wiele osób nadal chętnie sięga po opowieści graficzne. Popularnością – jak wszędzie – cieszą się japońskie mangi (a także koreańskie „manhwy”), komiksy amerykańskie, ale także dzieła rodzimych twórców, które tę bogatą zagraniczną ofertę równoważą. Słowo „rodzimych” nie jest tu może idealnie na miejscu, jako że dla francuskich, belgijskich i szwajcarskich wydawców tworzy istna Legia Cudzoziemska autorów z całej Europy, w tym i z Polski. Niebagatelną część tej twórczości stanowią komiksy adresowane do dziecięcego czytelnika.
            Komiks przez całe dekady uważany był za medium skierowane przede wszystkim – jeśli nie wyłącznie – do dzieci i młodzieży. Jednak przez ostatnie kilkadziesiąt lat ewolucji tego gatunku sztuka rysowanych opowieści coraz mocniej skupiała się na dorosłej publiczności, sięgając po interesujące ją tematy i proponując coraz to nowe, nieraz trudne i wyrafinowane formy. Komiksy dla dzieci oczywiście ani na chwilę nie zniknęły z wystaw księgarskich, jednak silnie zasklepiły się w utrwalonych przed laty konwencjach. Kolejne albumy z przygodami Smerfów, Indianina Yakariego czy psotnego Boule’a i jego psa Billa oparte były na dobrze znanej czytelnikom formule, a wszelkie innowacje czy eksperymenty zdawały się wręcz nie na miejscu. Jednak w zmieniającej się rzeczywistości, w epoce nieustannie przyspieszającej rewolucji technologicznej, coraz wyraźniej było widać, że i komiksom dla dzieci potrzebne są zmiany. Tak narodziła się nowa generacja komiksów dziecięcych, która w latach 90 zawojowała listy komiksowych hitów i serca małoletnich czytelników, a także ich starszego rodzeństwa czy nawet rodziców.
            „Nową falę” francuskich komiksów dziecięcych wyróżnia przede wszystkim niemal rewolucyjne podejście do tematyki tej odmiany opowieści rysunkowych. Kłóci się ono może z utrwaloną przez tradycję normą zabawnych i zarazem pouczających historyjek dla uroczych niewiniątek, ale jest za to zdecydowanie bliższe postrzeganiu świata przez współczesne dziecko. To właśnie sposób, w jaki dziecko naszych niespokojnych czasów przeżywa swoje dzieciństwo, starając się na własną rękę poznać i zrozumieć skomplikowany świat dorosłych i jego liczne tajemnice stanowi klucz do formuły najpopularniejszych komiksów nowej generacji. Pokazana w nich rzeczywistość, choć satyrycznie przerysowana, jest zaskakująco zbieżna z refleksjami czytelników i stanowi trafny obraz współczesności ze wszystkimi jej paradoksami. Właściwie nie ma w nich tematów tabu: mówi się o rozwodach, wojnach, przemocy, nawet o seksie. No dobrze, często zwłaszcza o seksie. Wszystko przefiltrowane jest przez rozbuchaną, lecz ciągle jeszcze naiwną dziecięcą wyobraźnię, w której na wizje realnej rzeczywistości nakładają się stereotypy zasłyszane na podwórku, zaczerpnięte z filmów czy gier komputerowych. W efekcie pod ręką utalentowanych autorów, którzy nieraz posiłkują się własnymi wspomnieniami z dzieciństwa, powstają zabójczo śmieszne, a zarazem celnie obnażające niedoróbki świata dorosłych historie.
Innym wyróżnikiem tych komiksów jest nowoczesna forma graficzna, odchodząca od wygładzonych i po disneyowsku ładnych obrazków, chętniej sięgająca po bardziej radykalną deformację, którą jeszcze kilkanaście lat temu uznano by za niedopuszczalną w przekazie wizualnym dla dziecka. Dziś, gdy nawet najmłodsi doskonale obeznani są z serialami spod znaku Cartoon Network, taki odbiegający od tradycyjnych kanonów rysunek jest przez czytelników bez zastrzeżeń akceptowany, a nawet staje się wręcz sygnałem aktualności całej opowieści.
            Najsłynniejszym bohaterem współczesnego komiksu dziecięcego jest Titeuf z serii rysowanej przez Szwajcara Philippe’a Chappouis, podpisującego się pseudonimem Zep. Titeuf – chłopczyk z głową w kształcie jajka, zwieńczoną monstrualnym loczkiem (jego imię jest zresztą fonetycznym zniekształceniem złożenia „petit oeuf” – jajeczko) narodził się w 1992 roku jako jedna z postaci, które autor naszkicował, notując sobie kilka wspomnień z dzieciństwa. Titeuf, jego przyjaciele, rodzina i otoczenie stali się bohaterami humorystycznych skeczy, nieodmiennie pokazujących zmagania chłopca z bezmiarem intrygujących, dziwnych i nie zawsze zrozumiałych sekretów świata dorosłych, z fascynującym światem seksu na czele. Pierwszy epizod serii ukazał się w 1992 roku w nakładzie 8 000 egzemplarzy. Popularność serii i jej bohatera nieustannie rosła, stając się fenomenem na skalę Europy. Wydany w 2006 r. jedenasty album serii osiągnął rekordowy nakład 1,8 miliona egzemplarzy, zaś ogółem sprzedano już 16 milionów komiksów z Titeufem. Od 2003 roku emitowany jest animowany serial z jego udziałem, jedno z jego charakterystycznych powiedzonek „Tchô!” stało się tytułem popularnego komiksowego magazynu dla dzieci, zaś w 2003 roku w miasteczku Roquebrune-sur-Argens Titeuf doczekał się placu swego imienia, przy którym mieści się miejscowa szkoła i przedszkole.
Niemniej wyrazistą postacią nowej generacji komiksów dla dzieci jest Kid Paddle – przedstawiciel dość specyficznej odmiany współczesnego dziecka, jaką są fanatycy gier komputerowych. Kid najchętniej spędza czas przed komputerem, konsolą czy automatem do gry w pobliskim salonie, zaś jego ulubionym gatunkiem są pełne przygód, walk i potworów gry akcji, w których zadaniem gracza jest unicestwienie wszystkiego, co się rusza, przy pomocy niezliczonych a wymyślnych metod eksterminacji. Pełne przemocy i grozy gry tak zdominowały wyobraźnię chłopca, że nie rażą go kompletnie ani krwawe komputerowe jatki, ani wątpliwa uroda straszących w grach potworów. Przeciwnie – to przesłodzona, cukierkowata konwencja „normalnych” dziecięcych zabawek i gadżetów napawa go wstrętem, a nawet grozą. Kid jest tak bardzo zanurzony w świecie komputerowych rozgrywek, że często przenosi je do realnej rzeczywistości, z opłakanymi skutkami dla tej ostatniej. To, iż Kid nieustannie traktuje grę jak rzeczywistość, a rzeczywistość jak grę, prowadzi do mnóstwa zabawnych spięć i katastrof, do czego przyczynia się niezwykła, godna podziwu inwencja chłopca i jego kolegów. Choć komiks traktuje o jednej z częstych przypadłości dzieci ery komputerów, pokazuje ją ze zrozumieniem dla zauroczonych grami malców, którzy przecież ani na chwilę nie przestają być po prostu dziećmi.
            Autorem komiksów o Kidzie Paddle’u jest Michel Ledent, tworzący pod pseudonimem Midam. Postać małoletniego amatora gier ujrzała światło dzienne w 1993 roku na marginesie rubryki poświęconej grom komputerowym w komiksowym magazynie „Spirou”. Kid najpierw zagarnął dla siebie całą rubrykę, a potem usamodzielnił na dobre, zapełniając swymi przygodami kolejne albumy. Choć ich nakłady nie osiągają tak astronomicznych rozmiarów jak komiksy o Titeufie, to – idąc w setki tysięcy egzemplarzy – lokują się wśród największych komiksowych przebojów. Występujący w wielu gagach pechowy barbarzyńca – ulubiona postać z gry Kida, a zarazem wieczna ofiara jego niezliczonych potknięć w kolejnych rozgrywkach – także doczekał się własnej serii komiksowej, zatytułowanej, co zrozumiałe, „Game over”. Zaś Kid Paddle – podobnie jak Titeuf – wiedzie swe drugie życie jako bohater serii filmów animowanych, patronuje własnemu magazynowi komiksowemu, no i oczywiście – obowiązkowo – jest bohaterem gry komputerowej.
            W odróżnieniu od obu wyżej opisanych, seria Juliena Neela „Lou!”, powstała w 2000 roku, bliższa jest stylistyką graficzną klasycznej, disneyowskiej konwencji, w jej bardziej nowoczesnym wydaniu. Nic dziwnego – po pierwsze autor serii przez pięć lat projektował kartki pocztowe na licencji Disneya i innych producentów animacji, a po drugie sama tematyka komiksu narzuca pewną delikatność i subtelność formy. Bohaterką komiksów Neela jest wrażliwa i inteligentna mała dziewczynka – Lou, wychowywana przez samotną matkę. Mniej tu może zwariowanych gagów, ale nie brak humoru, obok którego jest też miejsce na szczyptę poezji i namysłu. Komiksy o Lou cechuje też to, iż w odróżnieniu od innych bohaterów dziecięcych dziewczynka dorasta w kolejnych epizodach serii, a jej historia ma charakter dynamiczny, podlega kolejnym przemianom. Widoczne w rysunku delikatne nawiązania do stylu mangi to ukłon w stronę dziewcząt – czytelniczek komiksów, które właśnie po mangę sięgają najchętniej. Choć oczywiście komiksy o Lou nie są przeznaczone wyłącznie dla dziewcząt.
            Postacie Titeufa i Kida Paddle’a są już znane polskim czytelnikom. Ci, którzy nie mogli doczekać się ich kolejnych przygód, a także ci, którzy ich dotąd jakimś cudem nie poznali, mają szansę nadrobić zaległości, sięgając po nowe albumy wydawnictwa Egmont. Zaś, debiutująca u nas, urocza Lou z pewnością szybko zajmie miejsce u ich boku pośród najpopularniejszych dziecięcych bohaterów.
Mocnym atutem wymienionych komiksów jest to, że choć przeznaczone dla dzieci, równie chętnie czytane są przez dorosłych. Bo i my możemy się z nich czegoś nauczyć. A już na pewno, wraz z młodszymi czytelnikami, świetnie przy nich bawić.
 
Wojciech Birek (tłumacz mi.in. słynnej serii THORGAL)
30.10.2007 r.

drukuj