"Piaskownica pana Gaimana"

Anglicy w Ameryce
Jednym z czynników przełomu, jaki dokonał się w komiksie amerykańskim w połowie lat 80., było zaproszenie do współpracy autorów brytyjskich. Obok Alana Moore'a, Granta Morrisona czy Simona Bisleya znalazło się w tym gronie także dwóch młodych twórców, którzy odmienili wizerunek komiksu: scenarzysta Neil Gaiman i grafik Dave McKean.
W chwili, gdy otrzymali propozycję pracy dla dużego wydawnictwa DC, mieli już za sobą szkołę w świetnym angielskim piśmie "2000 AD". Szukając własnego miejsca w uniwersum DC, zaproponowali redakcji serial z nietypową bohaterką - "Black Orchid". By jednak uniknąć ryzyka wprowadzania nowego cyklu nieznanych w USA twórców, "na rozgrzewkę" dostali coś innego. McKean wziął na warsztat Batmana (świetne "Arkham Asylum" do scenariusza Morrisona), zaś Gaimanowi przypadł komiks z postacią Sandmana.

Wczoraj i dziś Sandmana
Sandman po raz pierwszy pojawił się w 1939 roku w cyklu "Action Comics". Pod tym pseudonimem krył się niejaki Wesley Dodds, który w masce gazowej na twarzy gromił przestępców za pomocą gazu usypiającego. W zmienionej postaci, w żółto-czerwonym kostiumie z emblematem klepsydry, Sandman powrócił w latach 70. jako Hector Hall. Ponieważ jednak to wcielenie bohatera właśnie powracało do życia w komiksie Roya Thomasa, Gaimanowi zaproponowano wykorzystanie samego imienia wedle własnego uznania. W efekcie w 1988 r. ujrzał światło dzienne autorski serial, jakością wysoko wyrastający ponad większość komiksowej produkcji. Gęsty, nasycony masą odwołań, aluzji i cytatów, czerpiący z baśni i mitów, ale nade wszystko tworzący własną, niepowtarzalną mitologię. I fantastycznie opowiedziany.

Powieści graficzne
Cykl Gaimana stał się jednym z filarów nowej, łączącej wartości komercyjne z artystycznymi serii wydawnictwa DC, nazwanej Vertigo. Wylansowała ona nieznany dotąd typ publikacji: wychodzące co miesiąc zeszyty składano potem w zbiory tworzące integralne całości fabularne, co pozwoliło używać wobec nich nazwy "powieści graficzne".

Władca Snów
Gaimanowski Sandman nie jest kolejnym superbohaterem w pelerynce, ale Władcą Snów, Morfeuszem, Oneiromancerem. Należy do siódemki rodzeństwa, będącego personifikacjami sił władających ludzkim życiem: Snu, Pożądania, Rozpaczy, Przeznaczenia, Delirium, Zniszczenia i Śmierci. Wprawdzie nie są bogami, ale są od nich starsi i potężniejsi, bo "bogowie umierają, gdy ludzie przestają w nich wierzyć". Sandman rządzi snami, a jest to potężna władza, gdyż sny często kierują naszym życiem... a czasami je zastępują.
Władca Snów wygląda jak młody wielbiciel gotyckiego punka: blada, wręcz biała twarz, szopa nastroszonych, czarnych włosów, czarny płaszcz. Równie współcześnie przedstawia się jego starsza siostra - Śmierć: energiczna, paradoksalnie pełna życia nastolatka. Postać ta, od chwili pojawienia się w ósmym zeszycie serii, stała się tak popularna, że doczekała się własnego minicyklu, zebranego w dwóch tomach ("Death: The High Cost of Living" i "Death: The Time of Your Life").

Dziesięć tomów
Melancholijny i mroczny Sandman zadebiutował w "Preludiach i nokturnach", gdzie zamiast Śmierci wpadł w pułapkę dwudziestowiecznego czarownika, Rodericka Burgessa. Ten więził go przez długich 70 lat, co wywołało w naszym świecie niebagatelne konsekwencje. Po uwolnieniu, Sandman musiał się zemścić i zaprowadzić porządek w świecie snów.
Gaiman nadał serii jednolity kierunek, czyniąc z niej precyzyjnie zorganizowaną, zamkniętą całość, choć wewnętrznie rozpada się ona na szereg dłuższych opowieści i krótkich epizodów (te ostatnie wypełniają trzy spośród dziesięciu tomów cyklu, w których zebrano 76 zeszytów pierwotnego wydania serii). Gaiman chętnie wraca do wprowadzonych wcześniej postaci, rozwija wątki, dookreśla i pogłębia znaczenia. Biegle posługuje się bogatym językiem komiksu, precyzyjnie konstruując nie tylko narrację słowną, ale - z nielicznymi wyjątkami - sprawując ścisłą kontrolę nad warstwą obrazową, co jest o tyle ciekawe, że przecież współpracował przy tej serii z mnóstwem rysowników o różnych stylach i możliwościach. Jednak scenarzysta sprawował swoistą artystyczną dyktaturę, o czym mówi w jednym z wywiadów: "To była moja opowieść, do cholery, to były moje postacie, a rysownicy bawili się w mojej piaskownicy. (...) Grali w moją grę, więc musieli stosować się do moich reguł".*
Serial posiada jeszcze jeden silnie spajający go element: odznacza się niezwykłą wyrazistością graficzną. Zawdzięcza ją Dave'owi McKeanowi, który, choć nie rysował komiksów o Sandmanie, był autorem wszystkich okładek cyklu - zarówno zeszytów, jak i tomów zbiorczych - oraz opracował jego projekt graficzny. Niezwykłe aranżacje McKeana, łączące fotografię z elementami rysunkowymi i śmiałą typografią, zadają kłam twierdzeniom o graficznych ograniczeniach komiksu. Klasę artystyczną okładek McKeana uhonorowano, wydając je wszystkie w osobnym albumie "Sandman Dust Covers".

 

Wojciech Birek ("Świat Komiksu" 27, kwiecień 2002) * Z wywiadu udzielonego Markowi Salisbury ("Writers on comics scriptwriting", London 1999, s. 103).
 

drukuj